Gazpacho Wrocław


Jest ciemno. Pędzę w noc. Po obu stronach szosy majaczą
potężne plamy lasów. Wyjeżdżam w bezmiar
pól. Czuję zapach otwartej przestrzeni. Otaczają mnie gwiazdy. Zachłystuję się
ogromem nieba. Prostuję się z nad kierownicy roweru, i łykam wiatr przestrzeni.
Jeszcze ostatnie wzniesienie i szalony zjazd w dół. Czerń asfaltu ucieka spod
kół. Światła mijających aut nagle się kończą. Maleńki ognik rowerowej latarki
tylko zaznacza obecność. Pędzę w ciemność. Porzucam lęk
i lecę, lecę, tracę
ciało i ciężar życia. Unosi mnie podniecenie
i
ta cudowna muzyka: tick-tock, tick-tock…
To nagłe wspomnienie uderza we mnie z mocą liryki głosu Ohme. „Oceanside ends the ride then you fall, the
skies fly by, you close your eyes…” szeptał
Ohme w mikrofon w Sali Koncertwoej Radia Wrocław, a ja,
w szóstym rzędzie,
płakałam.
Gazpacho tworzy dla nas nowe światy i prowadzi nas przez nie. Opowiada,
szepcze, i każe podziwiać świat pustyń, morskich latarni, opowiada o ludzkich
tęsknotach i marzeniach. W poszukiwaniu chwil magicznych, wędrujemy drogą
nieznanych palnet, szukamy niedoścignionego, w podaniach o bożkach, diabłach
i
demonach. Wielka Narracja i Wielcy Narratorzy. Gazpacho obnaża przed
publicznością swój liryczny pierwiastek. Fantastyczna akustyka Sali Koncertowej
Radia Wrocław potęguje efekt oddzielenia
od rzeczywistości. Każdy instrument gra swoją pieśń, a głos Ohma scala całość
w poruszającą pieśń.
Klaskaliśmy i tańczyliśmy w rytm szamańskiej pieśni. Śpiewaliśmy z Ohme, przy akompaniamencie
skrzypiec wydobywających melodie z cygańskich obozowisk. Kołysaliśmy się, gdy
głos z przedwojennej płyty zastąpił Jana Henryka Ohme. Uczłowieczyliśmy demona
i zakleliśmy na wieki.
Trzy razy zespół żegnał się i trzy razy do nas wracał. Scena, ze stylistyką
demonowej płyty, przyjmowała Gazpacho chętnie, a my,
z przytupem, odtańczyliśmy
ostatni ą piosnkę „Mary Celeste”.
Czekamy kolejnej baśni.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ethno Port 2013

Dikanda